wtorek, 22 kwietnia 2014

Alaver. Prolog

Siedziałem właśnie na jednej z pustych trumien i kontemplowałem nad tym, kogo tu diabli niosą. Zawsze ilekroć przybywali tu ludzie, zostawiali zwłoki, kłaniali się i uciekali tak szybko, jak Bóg im dał siłę na bieg. Zawsze byli to ci sami mężczyźni, przekazywali żądania odnośnie zamówienia, przynosili ciało, a na wokół ich bladych twarzy i zgarbionych postur unosił się mocny zapach trupa. Ci, którzy kierowali się w stronę kostnicy byli inni; nieśli ze sobą zapach lukrecji kwitnącej o letniej porze. Czarne konie zatrzymały się przed budynkiem, a z ubogo wyglądającej karocy wyszła o własnych siłach jakaś kobieta i zastukała do mych drzwi. Mruknąłem, by weszła i dopiero wtedy ją zobaczyłem, spod ciemnego płaszcza wystawała bogata sukienka i blond loki. Zdjęła odzienie wierzchnie i powiesiła na starym drzewie, które służyło mi za wieszak, a później spojrzała na mnie wyczekująco. Po koronie iskrzącej się na jej drobnej głowie domyśliłem się, że musi to być królowa Magdalena, więc jak na śmiertelnika przystało ukłoniłem się jej. Uśmiechnęła się i odwróciła do swych sług, by kazać im wyjść.
- Oh, Alaver! - rzekła siadając bez zezwolenia na jednym z moich dzieł - Przybyłam tu, bo mam do ciebie prośbę! - skąd ta kobieta mogła mnie znać? - Wysłuchasz mnie?
- Oczywiście, wasza wysokość. - usiadłem naprzeciwko i spojrzałem na nią wyczekująco - O co chodzi?
- Porzuć ten formalny ton.. - to mnie już zupełnie zbiło z tropu - Na moim dworze zalęgły się demony... - otworzyłem szerzej oczy i zacząłem bardzo uważnie słuchać jej wyżaleń - Nie mam pojęcia skąd się tam wzięły.. po prostu pewnego dnia tam trafiły, jak szczury zamieszkałe w piwnicach. Widzę je czasami, czuję ich toksyczną obecność. Co prawda jeszcze żaden się nigdy nie odezwał ale.. boje się.. - szepnęła - One wyglądają, jakby zaznajamiały się z miejscem w którym mają na długo pozostać! Nie kryją się po kątach, cienie wędrują po ścianach w biały dzień, mimo iż nie mają cielesnego właściciela. Co jeśli pewnego dnia przyjdą do mnie i zaczną czegoś żądać? Sprowadzałam mnichów, ale nic co robili nie pomagało... - ukryła twarz w dłoniach - Boję się o moją córeczkę.. coraz częściej śnią jej się dziwne koszmary o człowieku z lalkami, przychodzi do mnie z płaczem. A jeśli to one wywołują u niej te sny? Musisz mi pomóc! - spojrzała na mnie wyczekująco, a ja zaniemówiłem.
    Mój początek na tym padole sięgał dwóch lat; gdy gniłem w mroku własnej świadomości w pewnym momencie przyszedł do mnie ON i powiedział, że chce bym spełnił jego wolę. Wstąpiłem wtedy w pewnego młodego mężczyznę, który zwał się Alaverem Black'iem, który konał sam, w zrobionej przez siebie trumnie przez gorączkę. ON dogadał się z nim, że jeśli odda ciało aniołowi sądnemu, zostaną mu odpuszczone jego popełnione dotąd grzechy bez udziału pastora i tak się stało, że mężczyzna zgodził się, a ja wylądowałem tutaj. Problemem był jednak fakt, iż na początku zostałem rzucony na głęboką wodę; dusza zabrała ze sobą wszelkie wspomnienia, dlatego codziennie napotykałem na swej drodze ludzi, których nie znałem, a którzy przychodzili ze mną rozmawiać. Z czasem dopiero dowiadywałem się, kim dla niego byli; siostrą, bratem, sąsiadem czy kuzynką. Separowałem ich od siebie stopniowo i doprowadzałem do osłabienia więzi, tak że nie przychodzili już następnego dnia, ani następnego, ani już nigdy. Ale tej kobiety nie widziałem jeszcze; czyżby grabarz znał królową..? Jeśli na jej dworze na prawdę czaiły się demony, to nie mało jednak znaczenia; musiałem się tam znaleźć bardzo szybko.
- Oczywiście, że pomogę - rzekłem spokojnie - Muszę się tylko tam znaleźć - kiwnęła głową, najwidoczniej nie było problemu.


Słońce już zachodziło, gdy dziewczynka biegła za tym ogromnym motylem. Zdawało się nawet przez chwilę, że jest w stanie go złapać, ponieważ skoczyła wysoko i jej paluszki musnęły skrzydła owada, który jednak zrobił nagły skręt w lewo i dziecko zaskoczone nie przejęło się lądowaniem i upadło na kolana, na twardym bruku. Łzy zakręciły jej się w ślicznych oczkach, gdy oglądała swoje zdarte do krwi kolana i zwinęła się na ziemi. Wtedy ujrzała mnie i podniosła zaraz mokrą twarz niepewnie patrząc na swojego towarzysza. Uśmiechnąłem się tylko i wziąłem ją na ręce, by nie musiała przebywać bolesnej drogi do pałacu.
Ostatnie ciepłe promienie grzały nasze twarze gdy ujrzeliśmy w oddali królewski pałac, księżniczka wtulała się we mnie, z z jej nóg spływały ciężkie, szkarłatne krople. W pewnej chwili ogarnął mnie taki spokój, że podejrzewałem, że zasnęła, jednak ona w pewnym momencie odjęła twarzyczkę od kurczowo miętolonej w rączkach poły płaszcza i spojrzała na mnie:
- Ale ty nie powiesz mamie..  - spytała ze zdesperowanym i błagalnym wyrazem twarzy - ..że bawiłam się tak daleko od domu..?
- Huh..? - spojrzałem na nią zaskoczony, czy to dla niej miało jakieś kluczowe znaczenie? Wydawała się przerażona myślą o tym, że królowa może się dowiedzieć, więc uśmiechnąłem się tylko opiekuńczo i pokręciłem głową - Nie mam powodu, by jej o tym mówić.. - odetchnęła z ulgą i znowu się do mnie przytuliła, nie pytając się nawet, jakim cudem zdołałem ją odnaleźć w tak dużym mieście jakim jest Londyn, najwidoczniej dla dzieci zupełnie inne rzeczy były w życiu ważne - ..ale proszę, następnym razem poproś kogoś, aby ci towarzyszył. - spojrzała na mnie zaskoczona - Wiesz, jednak mogłoby ci się coś stać..
- Ale.. - jęknęła - Ona nie chce, abym ja w ogóle wychodziła z domu. Każe wszystkim mnie pilnować, uważa że nie umiem sobie poradzić... - westchnęła i posmutniała - ..nie kocha mnie.
- Ona się o ciebie martwi. - rzekłem patrząc na nią - Gdyby coś ci się stało, łzy ściekałyby po jej policzkach, chciałabyś tego..? - spojrzała na niego zaskoczona - Nie wątpię w to, że ty byś sobie dała radę, ale ktoś z twoich opiekunów mógłby być nieumiejętny i sprowadzić na ciebie niebezpieczeństwo.. - zatrzymałem się obok miejskiej studni i posadziwszy dziewczynkę na schodkach nabrałem wody i przemyłem jej kolana - Chodź moim zdaniem obecnie jesteś bardziej bezpieczna tutaj, niż w domu. Nawet biorąc pod uwagę, że jesteś królewską córką - przetarła rękawem oczy w których znowu pojawiły się łezki.
- Nie lubię mojego domu.. - mruknęła - Ostatnio śnią mi się straszne sny.. - spojrzałem na nią pytająco - Śnią mi się cienie przemykające korytarzami i jakiś pan z lalkami.. ale nie widzę jego twarzy, ani tego kim dokładnie jest. - zamyśliłem się - Ale one mają z nim coś wspólnego.. - znowu siąknęła nosem - Ciągle to samo, że pałęta się po korytarzu z kukiełką. Nie wiem co w tym przerażającego, ale zawsze budzę się z krzykiem. - syknęła z bólu, gdy zacząłem obwiązywać jej nogi bandażem - Jak sądzisz? Czy to zwykłe sny?
- Pewnie tak. Ale każdy sen ma swój określony cel. - wstałem i spojrzałem na nią poważnie - Jeśli kiedykolwiek przyśni ci się coś innego, albo coś się w tym śnie zmieni, powiedziałabyś mi..? - spytałem, a ona przytaknęła - Chodź.. - wyciągnąłem rękę w jej stronę.
- Nie poniesiesz mnie? - spytała zdziwiona, a jam pokręcił głową. - Rozumiem.. jeśli będziesz mnie niósł, mama może zobaczyć, że coś mi się stało, tak? - uśmiechnąłem się, ciesząc się, że nie będę jej musiał tego tłumaczyć - No dobrze.. - chwyciła mnie za rękę i wstała jęcząc troszkę - Jestem dzielna.. dam radę! - uśmiechnęła się wojowniczo.
Szliśmy jeszcze kawałek, widząc już doskonale jej dom, pałac królewski. Straże zdziwieni byli gdy przekraczaliśmy próg bram, ale nie powiedzieli ani słowa na to, że była poza murami, ani  że przyszła na piechotę. Może to i lepiej, w końcu jej matka faktycznie mogłaby się rozgadać na temat tego, iż mam bardziej na nią uważać. Ale po prawdzie to nie ja ją pilnowałem.
Gdy szliśmy po schodach, dziewczynka nagle obejrzała się za siebie z uśmiechem i nagle zamarła, jej uścisk zelżał i potknęła się o własne nogi, boleśnie uderzając o schody. Chwyciłem ją zaskoczony, by nie spadła z nich i spojrzałem na punkt w który tak się wpatrywała. W bramie stał uśmiechnięty mężczyzna, a przy jego boku kołysała się jakaś dziwna lalka. Księżniczka ścisnęła moją dłoń przerażona, ale ja tylko wziąłem ją na ręce i zniknąłem w środku.
Lalkarz natomiast został na zewnątrz, ale nawet z tej odległości umiałem wyczuć bijącą od niego, paskudą woń. Woń demona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz