środa, 23 kwietnia 2014

Alaver. Rozdział 4

To zabawne, że myślał iż mu uwierzę. Może i faktycznie demony na chwilę zniknęły, ale zapewne jeszcze tutaj wrócą. A jeśli faktycznie ktoś tu przyjdzie by go zabić; jeszcze lepiej dla mnie.
Anna po spokojnie przespanej nocy była dzisiaj żywsza i weselsza niż kiedykolwiek ją widziałem, zjadła śniadanie tak szybko, że sam nie zdążyłem nawet na nie zejść, a księżniczka już gnała na dwór się bawić. Zastanowiłem się, czy taki zastrzyk energii nie jest przypadkiem jej niepotrzebny, w końcu nadal miała obdarte kolana i jeśli upadnie, a pilnująca ją pokojówka to zobaczy, na pewno dziewczynie jak i samej kobiecie, która pilnowała ją wczoraj się oberwie. Ale nie uprzedzajmy faktów; królowa bowiem nadal spała, a mi nie chciało się do niej iść. Nie lubiłem jej, a leżała niedaleko Williama, dlatego tak bardzo nie chciałem tam schodzić.
Wróciłem do Kosy, która niepewnie lewitowała na środku pokoju, a gdy tylko mnie zobaczyła wybuchnęła nostalgicznym płaczem i zaczęła lamentować.
- Hrabio~! - wydarła się - Jak możesz mnie tu tak zostawiać samą przez całą noc, hrabio~! - opadłem na swoje świeże łóżko i westchnąłem - Ty mnie w ogóle słuchasz, hrabio..? - spytała niepewnie patrząc na mnie czerwonymi ognikami w ptasich oczach - Hrabia mnie nie kocha, hrabio! Jak możesz..! - spochmurniałem, wstałem i wrzuciłem wrzeszczącą broń do schowku na szczotki, gdzie rozryczała się jeszcze bardziej, ale nie było tak tego słychać.
Rozebrałem się cały do naga i wskoczyłem do wygodnego łóżka, nareszcie mogłem się cały rozprostować, a nie leżeć zwinięty u boku księżniczki. Nie żebym marudził na wczoraj, ale mój kręgosłup po prostu krzyczał z bólu, gdy wyprężyłem się i rozłożyłem się na całej szerokości łoża... nareszcie trochę relaksu dla mojego biednego ciała, o które tak nie dbałem.
Gdy zamykałem oczy by odpłynąć w jakiś przyjemny, czy też nie, sen, wyczułem coś podejrzanego. Oczywiście to lalkarz znowu pałętał się po korytarzach zamku. Może nie powinienem się nim tak bardzo przejmować, poniekąd faktycznie jest tylko półdemonem, ale ta jego cała laleczka może być niebezpieczna dla małej Anny. Dlatego podniosłem się, ubrałem w nowe rzeczy i pośpieszyłem na dwór, by sprawdzić co on kombinuje.
Księżniczka właśnie chodziła uważnie po krawędzi fontanny, a pokojówka panikowała i darła się na wszystkie strony. Spochmurniałem, bo nigdzie nie widziałem tego idioty, a zapach wyraźnie pochodził właśnie stąd. W pewnym momencie przez moje ciało przeszedł jakiś dziwny impuls i wydawało mi się, że coś dziwnego się zmieniło. Uśmiech nie znikał z twarzy dziewczynki, ale w pewnym momencie stał się dziwnie nieszczery, jakby cała radość z chodzenia po wodzie nagle zniknęła, a zastąpiła ją dziwna melancholia. Zaniepokoiłem się i podszedłem bliżej dziewczynki i dotknąłem jej lekko w ramię, myśląc że to znowu demony dorwały się do niej. Jednak fakt faktem nic jej to nie pomogło.
- Ohhh~! - usłyszałem nagle za sobą jakieś jękniecie i zastałem za nami Williama - Co się stało~?
- Twoja sprawka..? - spytałem, ale spojrzał na mnie pytająco, jakby absolutnie nie wiedział o co mi chodzi i nie miałem pojęcia, czy faktycznie nic nie zrobił czy tylko udaje - ..Ann.. - mruknąłem patrząc na dziewczynkę, a ona spojrzała na mnie pytająco, zupełnie zwyczajna reakcja. Może po prostu jej się znudziło?
- Co się stało? - uśmiechnęła się  - Coś cię zaniepokoiło..? - przytuliła się do mnie - Oj..
- Nie.. nic się nie stało. - mruknąłem - Po prostu.. uważaj jak chodzisz po śliskim marmurze.. - zaśmiała się i kiwnęła główką - Ja tutaj zostanę. - usiadłem na ławce i w skupieniu przyglądałem się dziewczynce.
To jasne, że ktokolwiek tu był, już wiedział o tym, że księżniczka jest moim niezaprzeczalnym, słabym punktem, więc nie ryzykowałem, warując przy niej dzień i noc. Była to jedynie forma ochrony jej, miałem nadzieję, że wystarczy.
- Oh, Alaverku.. - rzekł tamten siadając obok mnie - Widzę, że bardzo lubisz królewską córkę.. mogę znać powód? - przekręcił głowę - Jestem po prostu ciekaw, dlaczego taki aniołek przywiązał się do ludzkiego szczeniaka.
- Skąd wiesz, że mam tak na imię? - spytałem patrząc na niego - Nie przedstawiałem ci się.
- Anna.. tak na ciebie powiedziała, więc domyśliłem się, że to twoje imię.. - to akurat mogła być prawda, ona czasem używała mojego imienia i nie mogłem zaprzeczyć - No więc jak z tą odpowiedzią?
- Nie przywiązałem się - burknąłem - Po prostu... nudzę się tutaj i bawię się z nią, aby nie zawracała głowy królowej - William parsknął, ale sam musiałem przyznać, że takie wytłumaczenie było bezsensowne. - Dlaczego ciągle się śmiejesz jak głupi do sera? - spytałem.
- A dlaczego miałbym się nie śmiać? - uśmiechnął się znowu - No dobrze..  - wstał nagle i westchnął - Chyba muszę coś zrobić.. więc papa, Alaverku..! - rzekł i odszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz