Spacer trwał trochę długo, dopiero po dwóch godzinach byłem
na miejscu, ale to dlatego, że bardzo często zatrzymywałem się by pooglądać
różne rzeczy. Byłem beztroskim i ciekawskim człowiekiem, cóż poradzić~?
Najbardziej jednak lubiłem przyglądać się ludziom, ich
twarzom, emocjom, gestom, wszystkiemu! To były naprawdę pocieszne stworzenia.
Wlazłem na marmurowe schodki i otworzyłem drzwi wejściowe do
wielkiej willi. Od razu dotarł do mnie słodki zapach jakiegoś wypieku który
dochodził z kuchni.
- Willuś skarbie! Chcesz ciasta?- usłyszałem radosny głos
Cecylii.
Ta kobieta była aniołem w demonicznej postaci, a
przynajmniej dla mnie, traktowała mnie jak swojego syna i co najmniej dziesięć
razy dziennie mówiła mi, że jestem słodki.
- O boże jakiś ty słodziutki!- wyszła z pomieszczenia i
zaczęła szybko biec w moją stronę, a gdy mnie dopadła to tuliła mnie jak opętana do swoich piersi.
- Też cię miło widzieć Cysiu~!- uśmiechnąłem się szeroko jak to ja miałem w zwyczaju.- Udusisz mnie zaraz~...
- No dobrze, dobrze.- westchnęła i uwolniła mnie, chociaż dalej trzymała dłonie na moich ramionach i patrzyła mi się w oczy.- Mój malutki Willuś.- pogłaskała mnie po głowie.- Chcesz coś zjeść? Ty tak zawsze mało jesz...
- Nie chcę, dziękuję.- mój uśmieszek się trochę zmniejszył.- Chciałbym trochę odpocząć.
- Przykro mi kochanie, ale wątpię, że to będzie możliwe.- zrobiła smutną minę.- Ivan kazał mi przekazać ci, że jak wrócisz to masz się do niego skierować.
- Trudno~!- zachichotałem.- Rozkaz to rozkaz~!
Uwolniłem się od dotyku demonicy i ruszyłem w stronę marmurowych schodów które prowadziły na piętro. Każdy się słuchał Ivana, on tu był przywódcą i moim "opiekunem". Jakieś 10 lat temu bezpowrotnie straciłem pamięć, obudziłem się wtedy z drewnianą kukiełką, którą od tamtej pory cały czas noszę przy sobie i dwiema ranami na plecach. Kompletnie nie wiedziałem gdzie jestem i kim jestem, ale z mroku wyłonił się Ivan który wszystko mi wytłumaczył. Powiedział mi, że byłem kiedyś demonem z pięknymi czarnymi skrzydłami, ale ktoś podstępem mnie złapał, zabrał połowę mocy i wyrwał skrzydła. Zadeklarował też, że się mną zajmie, tylko mam mu służyć.
Zgodziłem się, bo co innego miałem zrobić?
Wlazłem na górę i skierowałem się do biura przywódcy. Willa w której mieszkaliśmy była piękna i bogato zdobiona, nadal nie wiedziałem skąd Ivan wziął na to wszystko pieniądze.
Zapukałem w drewniane drzwi i po usłyszeniu stłumionego "wejdź" otworzyłem je i wszedłem do środka. Pierwsze co się rzucało w oczy to wielkie dębowe biurko ze stertą jakiś papierów, za nim siedział, na dębowym krześle wysoki mężczyzna z długimi, białymi włosami.
- William, dzisiaj dłużej byłeś w sklepie.- zmarszczył czoło.
- Przepraszam, po prostu szedłem wolniej niż zwykle.
- No dobrze.- westchnął, był już przyzwyczajony do moich fanaberii.- Usiądź, mam dla ciebie zadanie.
- Zadanie?- podszedłem do fotela i usadowiłem się w nim.
- Tak. Wiesz o działaniach naszych braci w pałacu królowej, prawda?
- Ależ oczywiście~!- uśmiechnąłem się szeroko, to była naprawdę zabawna sprawa.
- Ta stara krowa sprowadziła sobie jakiegoś dupka do pomocy.- warknął.
- Ale dlaczego ma nam to przeszkadzać~?- przekrzywiłem głowę na bok.
- Ma anielską krew.- mruknął i oparł się o oparcie fotela bo dotychczas siedział wyprostowany.- Przejdźmy do rzeczy Williamie, masz się tam zadomowić i go powstrzymać.
- Ale ja nie dam rady go zabić...- zmarszczyłem czoło.- Nie jestem pełnym demonem.
- Nie mówię o zabiciu go.- uśmiechnął się złowieszczo.- Masz go powstrzymywać na tyle długo by udało nam się tam wniknąć. Nie wiem, rozkochaj go w sobie, zaprzyjaźnij się z nim, zrzuć ze skarpy albo do studni. Rób co chcesz, ale on ma nam nie przeszkadzać.
- Dobrze~!- uśmiechnąłem się szeroko.- Będzie zabawnie~!
- Nie ciesz się jak Alfred, tylko idź do mojej sypialni.- po miom ciele przeszedł dresz słysząc te słowa, już wiedziałem co się szykowało.- Zaraz do ciebie przyjdę, masz być gotowy.
- Tak Panie.- podniosłem się i skłoniłem lekko.
Ivan uśmiechnął się złowieszczo i oblizał usta, nie patrząc więcej na niego obróciłem się na pięcie i wyszedłem z jego biura od razu kierując się do jego sypialni. Jak zwykle to samo, mną najbardziej się lubi zabawiać, to już się staje męczące, no ale co by to nie było to muszę się go słuchać.
- Tak Panie.- podniosłem się i skłoniłem lekko.
Ivan uśmiechnął się złowieszczo i oblizał usta, nie patrząc więcej na niego obróciłem się na pięcie i wyszedłem z jego biura od razu kierując się do jego sypialni. Jak zwykle to samo, mną najbardziej się lubi zabawiać, to już się staje męczące, no ale co by to nie było to muszę się go słuchać.
Następnego dnia obudziłem się wcześnie rano, byłem w sypialni Ivana, nagi, obolały i z siniakami, bo on lubi ostro się zabawiać. Jego nie było ze mną, chociaż pamiętałem, że zasypiałem w jego objęciach. Wziąłem prysznic i ubrałem na siebie swój najelegantszy płaszcz, a przywiązałem sobie do paska swoją ukochaną, aczkolwiek trochę upiorną lalkę i ruszyłem cicho do wyjścia z willi. Musiałem uważać by Cecylia mnie nie zauważyła, bo inaczej chyba nigdy stąd nie wyjdę. Na szczęście udało mi się wymknąć i tym razem szybkim krokiem ruszyłem w stronę pałacu królowej. Po drodze wszedłem jeszcze do swojego sklepu i wziąłem jedną ze swoich piękniejszych lalek. Mój pomysł na wejście do pałacu był prosty, powiem, że klient prosił mnie o zrobienie i dostarczenie lalki dla królowej, dalej coś wymyślę.
W końcu po jakimś czasie stanąłem przed bramą pałacu, widziałem przed budynkiem małą dziewczynkę (prawdopodobnie księżniczkę) i wysokiego mężczyznę od którego od razu wyczułem tą słodką, bezgrzeszną woń.
Uśmiechnąłem się szeroko, a on wziął szybko zszokowaną blondynkę na ręce i wszedł do środka. Czyżby już się mnie ktoś bał~?
- Przepraszam pana, tutaj nie wolno przebywać.- mruknął jeden ze strażników, mierząc mnie wzrokiem.
- Wiem, ale ja mam ważną przesyłkę dla królowej.
- Trudno. Proszę stąd iść.
- A ja sądzę, że to jednak ważna sprawa.- dotknąłem leciutko mojej lalki i moje oczy zabłysnęły na złoto, chwile później miałem już pełną kontrolę nad strażnikiem. Panowałem nad jego, ciałem, umysłem i słyszałem wszystkie jego myśli. Byłem też w stanie wyczuć osoby które były w pobliżu.- Więc proszę mi pozwolić wejść.
- Niech pan wchodzi.- ukłonił się i otworzył bramę, jego kolega był zaskoczony ale nie dyskutował.
Wszedłem na teren pałacu i ruszyłem do wejścia. Gdy zapukałem do drzwi to od razu przywitał mnie uśmiechnięty lokaj, a ja rozłączyłem się ze strażnikiem, więc facet był wolny i nie pamiętał tego incydentu.
- Dzień dobry.- lokaj lekko się ukłonił.
- Witam, ja do królowej, mam dla niej prezent od wiernego poddanego~!- uśmiechnąlem się szeroko i pokazałam piękną i delikatną lalkę z porcelany. Miała brązowe włoski i była ubrana w pięknie zdobioną (uszytą przeze mnie), niebieską sukieneczkę.
- Oh jaka piękna!- zachwycił się, w pewnym momencie skojarzył mi się z Cecylią.- Królowej na pewno się spodoba, niech pan wejdzie panie...- przepuścił mnie w wejściu.
- William~. Mam na imię William.- przeszedłem przez próg i obejrzałem szybko wnętrze pięknego, istnie królewskiego hallu.
- Proszę za mną, panie Williame.- ruszył przez środek pomieszczenia, a ja za nim. Przeszliśmy obok wielkich schodów i skierowaliśmy się do drzwi, a raczej wrót prowadzących prawdopodobnie do głównej sali.
Lokaj otworzył je i wpuścił mnie. Wlazłem do środka z wielkim uśmiechem i od razu zauważyłem piękną blondynkę z koroną na głowie. To było jasne, że to królowa, podniosła się nerwowo i spojrzała na mnie uważnie. Jej uwagę przykuła moja lalka, no ale przecież ona jest taka niewinna~!
Obok monarchini przyuważyłem tamtego faceta śmierdzącego dobrem i małą księżniczkę chowającą się za jego nogami. W sumie to w całym pomieszczeniu było czuć odór anioła zmieszany z zapachem śmierci którym zwykle ociekały demony.
- Kim pan jest?!- króla uniosła trochę głos. Usłyszałem za sobą odgłos zamykanych drzwi i kącikiem oka zauważyłem cień chowający się za wielkim regałem z książkami. Jak ci idioci się ujawnią by zobaczyć kogo przysłał Ivan to osobiście do niego pójdę i poproszę go by ich powybijał.
- Mam na imię William.- ukłoniłem się nisko.- I mam dla ciebie prezent Pani.- pokazałem jej lalkę.- Jeden z twoich poddanych zapłacił mi za zrobienie jej i dostarczenie jej tutaj~.- uśmiechnąłem się szeroko.
- Oh jaka piękna!- zachwycił się, w pewnym momencie skojarzył mi się z Cecylią.- Królowej na pewno się spodoba, niech pan wejdzie panie...- przepuścił mnie w wejściu.
- William~. Mam na imię William.- przeszedłem przez próg i obejrzałem szybko wnętrze pięknego, istnie królewskiego hallu.
- Proszę za mną, panie Williame.- ruszył przez środek pomieszczenia, a ja za nim. Przeszliśmy obok wielkich schodów i skierowaliśmy się do drzwi, a raczej wrót prowadzących prawdopodobnie do głównej sali.
Lokaj otworzył je i wpuścił mnie. Wlazłem do środka z wielkim uśmiechem i od razu zauważyłem piękną blondynkę z koroną na głowie. To było jasne, że to królowa, podniosła się nerwowo i spojrzała na mnie uważnie. Jej uwagę przykuła moja lalka, no ale przecież ona jest taka niewinna~!
Obok monarchini przyuważyłem tamtego faceta śmierdzącego dobrem i małą księżniczkę chowającą się za jego nogami. W sumie to w całym pomieszczeniu było czuć odór anioła zmieszany z zapachem śmierci którym zwykle ociekały demony.
- Kim pan jest?!- króla uniosła trochę głos. Usłyszałem za sobą odgłos zamykanych drzwi i kącikiem oka zauważyłem cień chowający się za wielkim regałem z książkami. Jak ci idioci się ujawnią by zobaczyć kogo przysłał Ivan to osobiście do niego pójdę i poproszę go by ich powybijał.
- Mam na imię William.- ukłoniłem się nisko.- I mam dla ciebie prezent Pani.- pokazałem jej lalkę.- Jeden z twoich poddanych zapłacił mi za zrobienie jej i dostarczenie jej tutaj~.- uśmiechnąłem się szeroko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz