Toż to szczyt bezczelności, aby w biały dzień typek takiego pokroju odważył się przekroczyć bramy pałacu. Księżniczka była bliska zawału i jedynie chowanie się za moimi nogami jakoś trzymało ją przy życiu, wyczuwałem wyraźnie jej strach. Biedaczka.. spełnienie koszmarów musi być dla niej szokiem. Zresztą dla mnie to też była dość niezwykła wiadomość... dziewczynka przewidziała bowiem przybycie demona do królowej, co oznaczało..
- Mam na imię William.- ukłonił się nisko, aż zamiótł grzywką podłogę, ale od razu widać było, że ten pokłon był nieszczery i nie wyrażał za wiele empatii.- I mam dla ciebie prezent
Pani.- pokazał jej lalkę, którą ze sobą przywlókł.- Jeden z twoich poddanych zapłacił mi za
zrobienie jej i dostarczenie jej tutaj~. - uśmiechnął się, a my popatrzyliśmy na niego zaskoczeni - Tak właściwie.. jest to lalka dla pani córki, z tego co mi wiadomo. - rzekł i spojrzał na bladą Annę.
- Dobrze.. - królowa machnęła ręką i jakiś strażnik mu ją odebrał - ..dziękuję. To wszystko? - kiwnął głową - Zatem odejdź.. - spojrzałem na nią; wydawała się wykończona, jakby coś wysysało z niej całe życie, oczy straciły wcześniejszy blask, a pod nimi ukształtowały się sine wory.
- Jeśli mogę przerwać.. - rzekłem, a ona spojrzała na mnie pytająco - Myślę, że lepiej było, gdybyśmy od razu się go pozbyli.. to demon. - lalkarz chwilę zastygł w zdziwieniu, ale chwilę już później śmiał się - A ty co? - spytałem patrząc na niego uważnie - Języka w gębie zabrakło?
- Ja, demonem? - zaśmiał się jeszcze - Czy pan doradca jest szalony..? - spojrzał na mnie bezczelnie.
Warknąłem i doskoczyłem do niego, pchnąłem go w pierś tak, że spadł ze schodów i wylądował wiele stopni niżej.
Miałem iść za nim dalej, ale w tym momencie zamknął oczy i zrobił się niezwykle wiotki, jakby zemdlał. Zamierza mi tu teraz udawać poszkodowanego?
- Dość. - rzekła królowa, a ja spojrzałem na nią zdziwiony, jeszcze ona ma czelność mi w tym przeszkadzać? - Zabierzcie go do skrzydła szpitalnego. Potem zobaczymy.. - wyglądała, jakby traciła zmysły - Mnie też.. - nagle również zemdlała i gdybym jej nie schwycił, uderzyłaby o ziemię.
Paru strażników wzięło królową jak i demona na ręce po czym przeniosło zgodnie z jej rozkazem do medyka. Byłem zirytowany w to, że mi przerwała, ale nie chciałem robić czegoś nieodpowiedniego na oczach Anny, która nadal przypatrywała mi się w skupieniu.
- Jesteś zły..? - spytała podchodząc do mnie i odbierając lalkę od strażnika - Może powinnam ją wyrzucić, jeśli coś jest z nią nie tak?
- Nie widzę w samej lalce nic złego.. - pokręciłem głową - I nie... nie jestem zły. Po prostu.. lekko się zirytowałem. - uklęknąłem przy niej i uśmiechnąłem się - Nic się nie stało. - uśmiechnęła si radośnie i przytuliła mnie - Już się ściemniło. - rzekłem - Myślę, że powinna panienka iść do łóżka.. - odjęła jasną główkę ode mnie i przytaknęła.
Tej nocy nie mogłem zasnąć, mimo iż czułem, że wyraźnie potrzebuję. Woń demonów zaczęła naprawdę wypełniać cały pałac, rozochociły się przybyciem nowego towarzysza? Ale po co im cielesny przedstawiciel? Mógł sprawiać zagrożenie dla królowej, lub co gorsza księżniczki. Annę lubiłem z dworu jako jedyną i to właśnie o nią bałem się w tej sprawie najbardziej. Nie powinienem mieć co prawda słabych punktów, ale to stworzenie sprawiało, że cały lód z mojego serca topniał i nie mogłem nie uśmiechać się w towarzystwie jej radosnej twarzyczki. Zapewne wyrośnie na wspaniałą królową.
Rozpadało się na dobre, grzmoty dudniły w oddali i trzaskało niepoodmykanymi oknami. Siedziałem na parapecie zamyślony, co też zrobić by tu z tymi nieznośnymi stworami. Kosa unosiła się obok mnie w skupieniu, aż w końcu otworzyła dziób i przemówiła skrzeczącym głosem.
- Nad czym myślisz, hrabio~? - zbliżyła ostrze do okna jakby chciała zobaczyć w co się tak wpatruję - Przecie nic tam ciekawego, hrabio~!
Spojrzałem na nią, ta istota była tak irytująca.. na samej górze kija na którym zatknięte była klinga, znajdowała się ptasia czaszka, która była rozwarta, a z jej gardła wychodziło czarne ostrze, gdy odzywała się, te przedzielało się nagle na dwie połówki tworząc ogromny dziób. Miałem wielką ochotę, by w niego przywalić..
- Nad niczym nie myślę.. - zeskoczyłem z niego - Po prostu tak jakoś.. sobie siedzę. - zacząłem węszyć w powietrzu - To Coś.. próbuje czmychnąć ze skrzydła, prawda..? - stanąłem przed drzwiami mojej komnaty i popatrzyłem na nie.
- Prawda, hrabio~.. - rzekła Kosa wychylając mi się zza ramienia - Mam z tobą pójść, hrabio~? - pokręciłem głową, gdyby ktoś ją zobaczył, mogłaby stwarzać problem. To był półdemon. Zabiję to gołymi rękami, bez większych wyrzutów.
Przemierzałem ciemne korytarze i węszyłem intruza. Tak jak się spodziewałem tylko udawał, że coś mu się stało, aby tutaj zostać. Prędzej czy później musiało do tego dojść, że natrafiłem na niego w jednym z nich. Wyraźnie gdzieś szedł, ale bynajmniej nie w stronę wyjścia. Zatem co wyprawiał?
- Nie powinno cię tutaj być. - mruknąłem i spojrzałem na niego poważnie - Odejdź teraz, albo wyrzucę cię własnoręcznie przez okno.
- Doprawdy~? - spytał zaciekawiony - Taki grzeczny aniołek jak ty.. - uśmiechnął się i sięgnął do swojej laleczki, ale wyciągnąłem nóż i uderzyłem go w grzbiet dłoni, krew rozprysła się na strony, a odcięta kukła poturlała się kilka metrów dalej - Ty.. - mruknął zniesmaczony chwytając się za rękę.
- Po cholerę tu jesteście? - spytałem - Po co wam królowa?
- Nie interesuj się. - mruknął - Ja tylko szukam toalety.. - spochmurniałem i chwyciłem go za szyję przyszpilając szarpiącego się chłopaka do ściany.
- Martwemu nie będzie potrzebna.. - mruknąłem, lalkarz okazał się jednak dość silny by mnie odepchnąć.
Odsunąłem się trochę, a potem zamachnąłem się nożem, ale oczywiście uciekł. Dopadł swojej kukły i uśmiechnął się triumfalnie, ale zrzedła mu trochę mina, gdy nic się nie stało. Uniosłem brew i przekrzywiłem głowę; co robiła ta lalka?
- Cokolwiek to dziwne coś robi.. - rzekłem patrząc na skołowanego demona - Nie podziała. Jeśli rządzi umysłem, to tak słaba osoba jaką jesteś, nie jest w stanie zapanować nad aniołem.. - westchnąłem - To chyba logiczne.. nie jesteś w końcu w pełni demonem, a nawet jakbyś był prawdopodobnie by się nie udało. - syknął z furią, ale w tej samej chwili, nagle i zupełnie niespodziewanie pojawiła się.. Anna.
Dziewczynka miała oczy pełne łez i była wyjątkowo blada, czyżby do niej też dobrały się demony? Tkniecie jej było głębokim przegięciem, jakiekolwiek ją prześladują zostaną unicestwione przez Kosę, gdy uznam to za stosowne.
- Alaver..? - spytała patrząc na mnie nieobecnie, jakby resztkami sił do mnie brnęła - Co się dzieje...? - upadła na kolana - Jesteś zły?
- Nie! - dopadłem jej i chwyciłem, gdy prawie upadła, zaraz poczułem jakbym samym dotykiem przerwał jakieś niewidzialne łańcuchy i dziewczynka nagle ożyła - Nie jestem zły.. - wziąłem ją w ramiona i wstałem - Ty.. - warknąłem na lalkarza, przypatrującego się mi badawczo, czyżby właśnie się dowiedział, co mogło być moim słabym punktem? - Idź z powrotem do skrzydła szpitalnego.. a potem wypieprzaj stąd. - skierowałem się do pokoju dziewczynki.
- Nie mogłam spać.. - mruknęła - A gdy zasnęłam, śniły mi się one.. - kiwnąłem głową i ułożyłem ją na łóżku, nie wyglądała na chorą, a tym więcej czasu przebywała ze mną, tym bardziej odzyskiwała kolor - Nie odchodź! - krzyknęła przerażona, gdy odwróciłem się w stronę drzwi - Jeśli odejdziesz one wrócą! - zalała się łzami - Nie rób tak.. śpij ze mną.
Westchnąłem, ale cóż miałem robić? Opuszczanie jej dzisiejszego dnia można by uznać nawet za niebezpieczne, dlatego przykryłem ją kołdrą, a sam położyłem się obok w ubraniu, nie przykrywając się i zamykając oczy. Jutro rozprawię się z tym wstrętnym demonem.. dzisiaj liczyło się już tylko jej bezpieczeństwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz