wtorek, 22 kwietnia 2014

William. Rodział 3

No proszę, proszę, już wiem jak skutecznie powstrzymać tego aniołka~!
Uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem kukiełkę, moja biedna została tak bezczelnie potraktowana.
- Przepraszam cię za to.- przywiązałem ją do paska by mogła oglądać świat, to trochę dziwne, że do niej mówię, ale uważam, że ona żyje. Wiem na co ją stać i nie raz widziałem jak mruga lub leciutko obraca główką.- To się więcej nie powtórzy.- zlizałem krew ze swojej dłoni i znów ruszyłem w swoją wędrówkę.
Nie szukałem toalety, rozglądałem się po prostu po pałacu, miałem nadzieję, że nikt mnie nie przyłapie.
Musiałem też wymyślić jakim cudem tutaj zamieszkam, powinienem zmanipulować królową bo chorego do końca życia udawać nie będę. Zawsze jeszcze mogę przejąć nad nią, lub nad jej córeczką kontrolę i podjąć decyzję za nie.
Wlazłem do wielkiej biblioteki i powoli przechadzałem się po niej oglądając dokładnie każdy kąt. Wszędzie było czuć obecność demonów i widać było ich wesołe cienie. O diwo były mi posłuszne w końcu od kilku lat działam jako prawa ręka Ivana.
- William!- usłyszałem znany mi głos dochodzący gdzieś z gór. Po co przyszedł tutaj ten idiota?
- Czego chcesz Alfred?- westchnąłem i przejechałem palcami po grzbietach książek.
- Ivan kazał cię sprawdzić.- zeskoczył z wysokiego okna i zbliżył się do mnie.- Weź to schowaj.- zmarszczył się patrząc się na moją laleczkę.
- Ona ma uczucia~..- mruknąłem.- Wszystko idzie zgodnie z moim planem, więc spadaj.- zmarszczyłem czoło.
- No dobra, dobra.- westchnął.- Ale Ivan nie będzie zadowolony z tak mało szczegółowego raportu.- prychnął.
- Powiem że to ty zapomniałeś szczegółów~!- uśmiechnąłem się i odwróciłem do niego.- Spadaj stąd~.- ruszyłem w stronę wyjścia, w nocy nie znajdę tutaj nic ciekawego.
Miałem ochotę na ciasto Cecylii... Że też nie zjadłem go poprzedniego dnia. W ogóle jestem ciekaw jak kobieta znosi moją nieobecność.
Przeszedłem korytarzem do skrzydła szpitalnego i wziąłem z jakiegoś pudełeczka bandaż by owinąć sobie ranną rękę. Moje rany nie goją się tak szybko jak rany pełnokrwistego demona, chociaż według Ivana też kiedyś taki byłem.
Po zawiązaniu ładnej aczkolwiek małej kokardki ruszyłem w stronę swojego łóżka, byłem zmęczony i obecność tych demonów też mnie wykańczała, łaziły za mną jak pieski i nie odstępowały na krok. Gorzej jednak miała królowa i jej córeczka, chociaż ta mała dobrze się trzymała tylko z powodu tego aniołka.
Położyłem się na łóżku, a laleczkę usadziłem na szafce przy mojej głowie, ona lubiła sobie oglądać świat.
- Dobrej nocy~...- ziewnąłem i zamknąłem ślepka.
Przez pierwsze pół godziny zastanawiałem się nad tym facetem, który- z tego co mi doniosły demony- miał na imię Alaver. On jest niebezpieczny, nie mogę nad nim zapanować, a to źle. Musze więc zdobyć jego, chociaż minimalne zaufanie, dlatego też muszę przestać z nim walczyć. Jutro powiem mu, że przyszedłem tutaj po to by pomóc, że zdradzam swojego Pana itd. Przecież przyda mu się ktoś z oddziałów wroga, które są potężniejsze, prawda~?
Potem zasnąłem ukołysany miarowym oddechem demonów które czuwały nade mną i cichym "klik" które wydawały oczka mojej kukiełki kiedy zamykały się i otwierały.

Rano obudziła mnie jakaś kobieta boleśnie dotykająca moją rękę. Otworzyłem oczy i ujrzałem, że panie doktor odkaża raną którą wczorajszej nocy zrobił mi Alaver.
- Jak to sobie zrobiłeś?
- Sam nie wiem~..- szepnąłem i uśmiechnąłem się lekko.- Cierpię na amnezję i często nie pamiętam wielu rzeczy~..
- Rozumiem.- uśmiechnęła się do mnie miło.- Jak się czujesz?
- Obolały, ale oprócz tego jest dobrze.
- Na twoim ciele jest wiele siniaków i zadrapań które były zrobione wcześniej, do tego te dwie blizny na plecach.- skrzywiła się trochę i wstrząsnął nią dreszcz.- Czy ktoś cię maltretuje?
- Nie.- pokiwałem przecząco głową.- Mam delikatne ciało i byle uderzenie wywołuje siniaka, a ja jestem trochę niezdarny.- zaczęła mi bandażować rękę.
- Dobrze.- westchnęła.- Zaraz ktoś ci przyniesie śniadanie.- gdy skończyła podniosła się i chciała ruszyć w stronę wyjścia.
- Pani doktor~...- usiadłem i spojrzałem na nią niewinnie.- Czy mogłaby pani poprosić tu tego mężczyznę który zepchnął mnie wczoraj ze schodów.
- Ależ oczywiście.- uśmiechnęła się miło i wyszła.
Oparłem się o poduszkę i przymknąłem oczy czekając na Alavera i rozkazując tym demonom odejść do innego pomieszczenia. Na szczęście dość szybko raczył się pokazać.
- Czego chcesz?- warknął i spiorunował nie wzrokiem.- Mówiłem że ma cię tu nie być.- w dłoni miał nóż, no po prostu super...
- Nie chcę walki.- oznajmiłem szybko i z kamienną twarzą, byłem mistrzowskim aktorem.- Chcę pogadać.
- Ale ja nie chce.- stanął nad łóżkiem.
- Ale warte będzie wysłuchanie mnie.
Alaver znieruchomiał prawdopodobnie analizując wszystko i szybko wrócił do normy.
- Gadaj, byle szybko.
- Ja tutaj przybyłem by wam pomóc.- gdy usłyszał moje słowa parsknął śmiechem.- Mówię prawdę, zdradziłem swojego Pana i chcę wam pomóc odgonić te demony. Nie zauważyłeś, że ich tu nie ma? Pewnie już poleciały do niego poskarżyć się i zaraz ktoś tu przyjdzie mnie zabić.- zacisnąłem pięści na pościeli.- Dlatego chcę zrobić coś wartościowego przed śmiercią.
- Śmieszny jesteś.- zaśmiał się.- Pewnie kazałeś im odejść.
- Myślisz, że posłuchają się półdemona?- spojrzałem na niego jak na idiotę.- Nie będę nikomu wadził, ani nic nie zrobię, ale pozwólcie mi pomóc.
- Za godzinę ma cię tu nie być.- mruknął, odwrócił się i wyszedł.
Uśmiechnąłem się szeroko i sięgnąłem po laleczkę, wiedziałem, że taki ckliwy tekścik nie zadziała. Muszę teraz przejąć kontrolę nad Anną, ona go przekona bym tu został. Może powiemy, że przyśnił się jej jakiś dobry sen~? A potem wryję jej to w ta małą główkę tak, że nawet po zerwaniu więzi z lalką będzie myślała że to stało się naprawdę~.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz